Imię: Sebastian
Nazwisko: Doran
Pseudonim/Przezwisko: Bast, Basty, za czasów wojskowych Hannah
Wiek: 41 lat
Data urodzenia: 18 listopada 1975
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek
Pochodzenie: Westport, Irlandia
Status społeczny: Najemnik (snajper)
Rodzina:
- Aengus Hannan, ojciec, były stolarz, pełnokrwisty Irlandczyk; 66 lat
- Clodagh Hannah, matka, zmarła na raka trzustki w wieku 29 lat
- Amanda Hannan, macocha, była pielęgniarka, kobieta, która od zawsze traktowała go jak rodzonego syna; 65 lat
- Calvagh Hannan, młodszy o dwa lata brat, marines, zmarły z powodu ran odniesionych przy wybuchu miny
- Amanda Hannan, przyrodnia młodsza siostra, kelnerka w niewielkiej kawiarence w centrum Chicago; 27 lat
- Camille Eves - była żona, redaktorka w New York Timesie i najgorsze zło świata; 36 lat
- Emily Eves - córka, oczko w głowie i największy skarb Sebastiana; 8 lat
Partner: Brak
Charakter: Z pochodzenia Irlandczyk, z charakteru teksański strzelec
wyborowy. Jest człowiekiem, któremu podstawowe szkolenie wojskowe
skutecznie wpoiło ździebka psychopatyczne skłonności, który musi być
gotów bez wahania sprzedać kulkę między oczy ośmiolatkowi jeśli właśnie
tego będzie od niego wymagać sytuacja. Jest maszyną do dehumanizacji
innych, a empatia to w jego świecie rzecz równoznaczna z samobójstwem. W
ciągu wieloletniej służby w pewnym sensie zdążył wyzbyć się emocji -
oczywiście, pierwsze razy były okropnie trudne, a nieznane mu twarze
pierwszych ofiar nawiedzały go nocami w najciemniejszych zakamarkach
jego własnego umysłu jeszcze lata później, ale przyzwyczajenie zawsze
potrafi zdziałać cuda i nie dajcie wmówić sobie że nie. Nauczył się
postrzegać swoje cele jako istoty niezdolne do odczuwania jakichkolwiek
uczuć, puste przedmioty, niemyślące i zdecydowanie niebędące ludźmi.
Palec na spuście nie drżał mu już od wielu lat i nie zadrży już nigdy
więcej; brak wyrzutów sumienia i chłodny profesjonalizm czyni z niego
jednego z najlepszych snajperów na zlecenie, bo przecież kto nadaje się
lepiej na płatnego zabójcę niż strzelec wyborowy, po którym świadomość,
że właśnie odebrał kolejne życie, spływa jak po kaczce, nie robiąc na
nim absolutnie żadnego wrażenia? Znany jest ze swojego denerwującego
spokoju i stalowych nerwów, może nawet jeszcze bardziej niż z nieco
ponurych, nieco tajemniczych, ale za to bardzo złośliwych uśmieszków.
Potrafi wspaniale ukrywać swoje emocje pod maską opanowania, zachowywać
zimną krew i zdolność logicznego, przejrzystego myślenia nawet w
najcięższych sytuacjach - tego właśnie od niego wymagano i nigdy nawet
nie próbował odrzucić tej umiejętności, tak przecież przydatnej skoro
praktycznie nigdy nie odszedł z zawodu. Być może nie posiada już tej
"ludzkiej twarzy" - być może jest już tylko mordercą do wynajęcia,
strzelającym do ludzi jak do kaczek, z obojętnością podobną do tej, z
którą można byłoby wyrywać chwasty z grządek w ogrodzie za domem. Ludzie
życie niewiele dla niego znaczy, tak cudze, jak i jego własne, bądź co
bądź swoje już przeżył i widział rzeczy, które ciężko byłoby opisać
słowami, a i niezbędny do niczego nie jest. Ma silną psychikę, trochę
tylko przytłumione są w niej jakiekolwiek ludzkie odruchy, zupełnie
jakby ktoś zatkał kranik którym wpływać mogłyby do jego serca emocje
takie jak współczucie, miłosierdzie, żal, skrucha. Nie żałuje niczego,
co zrobił, i nie zamierza udawać, że jest inaczej, ale sam nie uważa
także, by miał czym się specjalnie chwalić. Może cierpi na tym
romantyczny wydźwięk całej opowieści, ale Sebastian nie jest mrocznym
aniołem zemsty, który od środka cały aż wytatuował się obrazem śmierci
żony i dwójki dzieci. Nie jest też psychopatą, szarą eminencją ani nawet
zwykłym facetem z karabinem, który swój kompleks zbawiciela pielęgnował
na tyle długo, że wyhodował iluzję bycia panem życia i śmierci.
Sebastian po prostu nie potrafi już żyć inaczej, nie potrafi powiedzieć
sobie "dość, kolego, od dziś przechodzisz na emeryturę, zasłużyłeś na
odpoczynek" i odstawić snajperki w kąt (po prostu, najzwyczajniej w
świecie nie potrafi ułożyć sobie normalnego, przeciętnego życia szarego
cywila i nawet nie uważa, by do takowego pasował), więc robi, co do
niego należy, z pełną świadomością faktu, że pewnego dnia zakończy swój
własny żywot w ten sam bezrefleksyjny sposób w jaki kończy każdy cel.
Kropkę na końcu jego opowieści postawi ktoś z większą pukawką i lepszą
pozycją na dachu budynku. Proste. Proste jak jego własne zasady, bo
Doran nie bawi się w głębie i moralne dylematy. Potrafi zabijać
skutecznie i jest mu bardzo obojętne komu ten fakt służy, a komu
szkodzi. Może to znieczulica, może zwykłe skrzywienie zawodowe, ale
przecież w gruncie rzeczy nikogo nigdy nie obchodzą pobudki - nawet jego
samego. Bo Sebastian nie zmienia świata na lepsze ani na gorsze. On tu
tylko sprząta.
Aparycja: Był uważany za przystojnego i zapewne wciąż jest, bo któż
oparłby się niepodważalnemu urokowi południowca z źdźbłem trawy
zawadiacko wetkniętym między wargi. Wojna jednak zahartowała mu rysy i
całkowicie wyprała już i tak wystarczająco szare i zimne oczy z resztek
ciepłym emocji - jedynym, co teraz można w nich zauważyć, jest chłodna
precyzja. Sebastian jest bądź co bądź snajperem, a zawód snajpera to
przede wszystkim kalkulowanie; pociągnięcie za spust to tylko
zwieńczenie dzieła. Ma silne ręce, jest całkiem nieźle zbudowany, ale
nie ważne, jak bardzo nie chciałoby się dać we znaki teksańskie
wychowanie, irlandzka natura wciąż ma co nieco do powiedzenia. Nie jest
już tak opalony jak wtedy, gdy jeździł na misje - ba, wręcz przeciwnie,
jest niemal blady. Podobno wygląda kropla w kroplę jak matka; ten sam
prosty mostek nosa, ta sama ostra linia szczęki, te same przylegające
uszy i włosy, obcięte dość krótko, w kolorze soczystego, trochę tylko
wypłowiałego blondu. Pod lewym kącikiem ust, nieco na prawo, od
urodzenia ma pieprzyk, nie wyrósł też na giganta - metr osiemdziesiąt
wzrostu, choć w swoim brunatnym płaszczu i z uniesioną głową wydaje się
odrobinę wyższy.
Historia: Urodził się w niewielkim irlandzkim mieście jako Sebastian
Hannan, syn stolarza i recepcjonistki z pobliskiego hoteliku. Był
przeciętnym dzieckiem wychowującej się w przeciętnej rodzinie, a
rzeczywistość odrobinę na nim przyoszczędziła i - zamiast odebrać mu
oboje rodziców, jak to przeważnie robi w podobnych opowieściach -
zabrała mu tylko matkę. U kobiety, wkrótce po narodzinach młodszego syna
państwa Hannanów, wykryto bowiem zaawansowanego, nienadającego się już
do wycięcia raka trzustki, i mimo zastosowanej szybko chemio- i
radioterapii, Clodagh zmarła w kilka miesięcy później, zostawiając męża z
dwójką dzieci pytających co dzień gdzie jest mama i kiedy do nich wróci
i czy już ich nie kocha że tak po prostu sobie poszła. Sam mężczyzna
bardzo źle zniósł śmierć ukochanej żony i szybko podjął decyzję o
wyjeździe z rodzinnego kraju; nie minęło pół roku, a wraz z chłopcami
urządzali sobie niewielki, jednorodzinny domek w Teksasie, pragnąc
zacząć nowe życie i najzwyczajniej w świecie odciąć się od przeszłości.
Sebastian dorastał więc wśród gorących, piaszczystych krajobrazów
południa Stanów Zjednoczonych - irlandzki blondyn wychowywany na
amerykańskiego kowboja. Miał osiem lat, gdy jego ojciec ożenił się
ponownie; macocha od zawsze zastępowała mu matkę i kochał ją jako taką
za jej czułość, ciepło i opiekuńczość. Uczył się dobrze, choć nie
należał do prymusów, nie potrafił też całymi dniami przesiadywać nad
książkami - od zawsze był okropnie energiczny i wiecznie gdzieś go
nosiło. Nie wygrywał międzyszkolnych konkursów literackich, nie
zastępował przenośnego kalkulatora potrafiącego w ułamku sekundy
obliczyć pierwiastek sześcienny z 227639, nie zdobywał medali w żadnej
sportowej dyscyplinie, ba, żadnej nawet nie uprawiał - może poza
bieganiem, które uwielbia aż do dziś, ale był to dla niego raczej sport
zaspokajający jego własną potrzebę uprawiania jakiejś formy aktywności
fizycznej i zapewniający samozadowolenie. Wewnętrzną równowagę.
Samodyscyplinę. Poczucie kontroli nad własnym ciałem. Był w dobrej
formie i nie zawalał testów, więc bez większych problemów (ale też nie z
przysłowiowym palcem w nosie) dostał się do akademii policyjnej. Studia
przerwał w wieku 22 lat, nagle i zupełnie niespodziewanie zmieniając
zdanie odnośnie swojej przyszłości. Wstąpił do wojska, dostając się do
elitarnego oddziału SEALs, a dwa lata później w jego ślady poszedł
młodszy z braci, decydując się na służbę komandosa. Sam Sebastian służył
aktywnie od roku 1998; wysyłany był kilkukrotnie na misje w
Afganistanie i Iraku. Zabijał ludzi, napatrzył się na śmierć i ludzkie
cierpienie, trzymał w ramionach ciało zmarłego brata i nie płakał ani
razu, bo rozpacz i żal i strach i Bóg jeden wie co jeszcze ściskały go w
piersi i gardle tak mocno, że zwyczajnie nie był w stanie wydobyć z
siebie żadnego głosu. Żadnej emocji. Zupełnie jakby ktoś nagle wyłączył w
nim pstryczek odpowiedzialny za uczucia. Odszedł z wojska w 2007 roku,
przez parę miesięcy próbował ułożyć sobie jakoś życie, ożenił się nawet z
dziewczyną poznaną dwa lata wcześniej. Ale nie potrafił odgonić demonów
wojny, nawiedzających go nocami, siedzących uparcie w najciemniejszych
zakamarkach jego własnego umysłu. Próbował z nimi walczyć przez długi
czas, brał leki uspokajające i nasenne, aż nagle któregoś dnia spadło na
niego olśnienie: nie bał się tego, co zobaczył i przeżył podczas wojny.
Tęsknił za tym. Nie potrafił żyć bez adrenaliny, bez znajomego chłodu
broni w rękach. Próbował polować na zwierzęta, ale i to nie pomagało -
ktoś mądry rzekł kiedyś bowiem, że kto raz zapoluje na człowieka,
zapragnie zrobić to znowu. Oddalił się od żony, od córki, a wszystko to w
ciągu niespełna roku, jednak czarę goryczy przelała wiadomość, że
Sebastian wrócił do zawodu jako najemnik. Camille nie potrafiła mu tego
wybaczyć. Wyzywała go wtedy od nieodpowiedzialnych dzieciaków i idiotów
skupionych tylko na sobie, mimo że starał się przecież tak mocno, mimo
że wracał do domu za każdym razem, czasem poobijany, czasem ranny, raz
nawet z połamanymi żebrami, ale zawsze szczęśliwy, że je ma, że ma do
kogo wracać. Tamte miesiące zdjęły mu klapki z oczu i nareszcie
dostrzegł prawdziwy charakter żony. Nie opierał się, gdy zażądała
rozwodu. Nie kochał jej już, a nawet jeśli, to resztką miłości, która i
tak wyparowała wkrótce po rozstaniu. Nie rozpaczał, nie płakał, nie
upijał się w sztok. Po prostu zdjął obrączkę i przeszedł nad tym do
porządku dziennego - wciąż przecież mógł widywać się z córką, ba, wciąż
spędza z nią każde wolne popołudnie, nie potrafiąc nacieszyć się jej
obecnością, bo uwielbia ją nad życie, dokładnie tak, jak nie potrafi
uwielbiać już jej matki. Dalej zabija, znika z miasta na kilkutygodniowe
misje - i dalej wraca prawie cały i zdrowy. Prawie.
Inne:
- Jest ogromnym fanem wszelkich filmów akcji i westernów, nie przepada za to za większością filmów oraz książek szpiegowskich i pseudowojennych - ma wystarczająco militarnego życia na co dzień, po co dowalać sobie jeszcze w czasie wolnym.
- Bardzo nie lubi gdy ktoś dotyka jego broni. Jest na jej punkcie dość przewrażliwiony; za każdym razem gdy ktoś kombinuje przy jego karabinie Sebastian obawia się że ów ktoś coś przy broni przestawi.
- Ku niezadowoleniu byłej żony, odwiedza córkę kilka razy w tygodniu i zabiera ją do siebie na większość niezajętych przez zlecenia weekendów.
- Podczas misji został postrzelony dwukrotnie, w prawą łydkę i lewy bok. Obie kule dosięgły go wyłącznie z winy rykoszetu.
- Jego młodszy brat, wedle żądania rodziny, pochowany został na cmentarzu opodal rodzinnego domu w Teksasie. Sebastian wybiera się dwukrotnie do roku odwiedzić rodziców i złożyć kwiaty na jego grobie.
- Macocha (do której swoją drogą od dawna zwraca się per mamo) uczyła jego i Calvagha gotować. Młodszy z braci radził sobie w kuchni o niebo lepiej, ale Basty też nie należy do kompletnych kulinarnych lebieg.
- Nazwisko zmienił dopiero po powrocie do kraju z ostatniej misji i rezygnacji ze służby w armii. Do chwili powrotu do snajperskiego zawodu utrzymywał się w dużej mierze z pracy instruktora na pobliskiej strzelnicy.
- Jest wyposażony w najnowszy karabin snajperski razem z nabojami i lunetą, ale w mieszkaniu trzyma całą kolekcję broni, których wcześniej używał, poczynając od strzelby myśliwskiej jego ojca.
- Ma ogromną słabość do literatury historycznej, w szczególności tej dotyczącej dziejów Królestwa Pruskiego i Wielkiej Brytanii.
- Przez dłuższy czas był zachęcany przez żonę do napisania książki o swoich przeżyciach wojennych, ale brak mu jakiegokolwiek talentu literackiego, by w ogóle o czymś takim pomyśleć. Nie potrafi także grać, tańczyć ani śpiewać. Nie uważa, by takie pierdoły były komukolwiek do czegokolwiek potrzebne. Człowiek praktyczny, taki jak Doran, zwyczajnie ich nie potrzebuje.
- Tylko i wyłącznie stary rock'n'roll. Nic poza tym.
- Jego przyrodnia siostra jest osóbką wyjątkowo kochliwą i upartą w swoich zabiegach o względy mężczyzn, dlatego też Sebastian często musi niemal siłą odciągać ją od nieszczęśnika, który miał tego pecha i został ochrzczony jej nowym obiektem westchnień.
- Sam Sebastian od rozstania z żoną nie był w żadnym poważnym związku. Zdarzyło mu się kilka przelotnych romansów, ale wszystkie one zakończyły się na jednej wspólnie spędzonej nocy.
- Uczulony na truskawki, nie lubi owoców cytrusowych i słodkich dań. Nie jest także miłośnikiem fast-foodów pokroju McDonald's oraz kuchni azjatyckiej.
- Ze względów bezpieczeństwa mieszka samotnie w niewielkiej kawalerce.
- Jest miłośnikiem ogrodnictwa, ale nie ma ani czasu, ani możliwości do pracy w ogrodzie.
Login/email: frania099 / frania099@gmail.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz